Bo pisać trzeba umieć

6 marca 2019 roku w Auli PWSZ w Tarnobrzegu odbyło się X Miejskie Dyktando dla Dzieci i Młodzieży organizowane przez Poradnię Psychologiczno–Pedagogiczną. Zmagania z językiem polskim podjęło 110 uczniów tarnobrzeskich szkół. Nie doszłoby do realizacji tego przedsięwzięcia, gdyby nie przypadek.

10 lat temu pod patronatem prezydenta Jana Dziubińskiego zostały zorganizowane warsztaty dziennikarskie pod nazwą „Kuźnia dziennikarska”, podczas których uczestnicy poznawali tajniki sztuki dziennikarskiej. To właśnie tam doszło do znamiennego w skutkach spotkania pomiędzy Marią Pałkus, Karoliną Kochańczyk-Sieroń i Justyną Uchańską. Podczas wielogodzinnych dyskusji na temat kondycji języka polskiego zrodził się pomysł, aby zachęcić tarnobrzeską młodzież do zainteresowania językiem polskim.

To właśnie wtedy zakiełkował plan, aby wzorem ogólnopolskiego dyktanda organizowanego przez Krystynę Bochenek propagować kulturę języka polskiego.

Pomysł został podchwycony przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną jak również zyskał przychylność i patronat Prezydenta. Machina poszła w ruch.  Aby podkreślić wagę tematu panie ustaliły, że dyktando odbywać się będzie 21 lutego w  Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego. Nikt nie przypuszczał, że wydarzenie to będzie miało swoje kolejne edycje i doczeka się pięknego jubileuszu.

Przez 10 lat w dyktandzie wzięło udział około 800 uczniów, a  także zaproszonych gości jak i lokalnych oficjeli. Ideą organizatorów była przede wszystkim dobra zabawa oraz możliwość propagowania poprawnego pisania. Autorki dbały o to, aby teksty najeżone były trudnymi, często zapomnianymi słowami – aby pokazać młodzieży jak piękny i zarazem wymagający jest język polski.

„Często śni mi się, że jestem wszechpotężnym Nabuchodonozorem, boskim plenipotentem sprzed dwuipółtysiąca lat, a królestwo me jest bezkresne. Moja żona to starobabilońska kapłanka. Znienacka ciut-ciut po północy zmienia się w biało nakrapianego jednorożca i hyca w dal w czeluść nocy. Bez ceregieli i nie dopuszczając do handryczenia, biegnę co tchu za nią, przedzieram się przez gęsto rosnące chaszcze hibiskusa, złorzeczę i już ją prawie chwytam, gdy ta, przepoczwarzając się w owada o różnokolorowych skrzydłach ze zwisającymi ohydztwami, ulatuje w przestworza. Z oddali słychać rzężenie, skowyt chyżych chartów, ogłuszające dźwięki tabunu myśliwskiego. Jestem teraz przywódcą wilczej watahy! Umykam, lecz w półmroku trafiam na ćwierćkilometrową otchłań.” (fragment dyktanda z 2012r.).

Miejskie dyktando stało się również okazją do dyskusji na temat kondycji języka polskiego. Organizatorzy podczas imprezy zapraszali lokalnych pisarzy, dziennikarzy, artystów mocno związanych z kulturą żywego słowa. Podczas konferencji towarzyszącej zmaganiom z językiem polskim gościliśmy prof. Stanisława Ożoga i Janinę Paradowską. Odbywały się projekcje filmowe, czy warsztaty dziennikarskie.

10 lat wspólnych zmagań pokazało, że warto krzewić kulturę języka polskiego wśród młodych ludzi. Musimy pamiętać, że język ojczysty jest naszą tożsamością a dbanie o jego poprawność swoistym rodzajem patriotyzmu.

Justyna Uchańska

Pełna treść tegorocznego dyktanda

Być albo nie być fit

Niezadługo po walentynkach Jędrzej, unurzany w hańbie zimowego nieróbstwa, zapragnął zbić zelżałą tuszę i przepoczwarzyć się w chwackiego Herkulesa z nabrzmiałym torsem. Usłyszawszy w RMF-ie, że to Dzień bez Samochodu, w try miga znalazł się na trotuarze i wśród ulicznego rejwachu ruszył grzmocić w worek treningowy. Dla kurażu chłeptał ekstrawartościowy koktajl z rzewienia, jagód goji i żeń-szenia oraz pogryzał słodkawo-korzenne uprażone łodyżki anyżku. Ot, wegański furaż. W odrzwiach Fitness Klubu (Clubu), należącego do Fundacji im. Bellerofonta na rzecz Prezencji i Poprawy Wizerunku, minął się z pilnującym porządku szwajcarem. Wkroczył do środka i zderzył się z blichtrem hebanowoczekoladowych ciał o monstrualnych bicepsach.

„ (-) Ożeż ty! Do wciórności! Piekło dantejskie to przy tym arkadia” – jęknął nieukontentowany, spozierając na swój opasły bańdzioch (bandzioch). Figle-migle i hopsztosy zgrai chojraków zachęciły go do ćwiczeń na trenażerze eliptycznym. Napiąwszy sflaczały miąższ, okalający jego lędźwie, poczuł paroksyzm bólu.

„ (-) Ruszże się! Nie maż się!” – żądało z żarliwością górujące nad nim guru kulturystyki (,) odziane w li i jedynie trykotaż ze streczu (stretchu).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *