Chwytam kamerę, gdy mam sprawę – rozmowa z Aleksandrem Dylem

Aleksander Dyl – ur. 5 stycznia 1952 r. Operator filmowy, scenarzysta, reżyser, fotograf. Autor i realizator kilkunastu filmów dokumentalnych dla TVP do cyklu „ Małe ojczyzny”. Współpracował przy produkcji filmów m.in. „Pielgrzymi”, „Świat Majów”, „Matka Boska Pustynna”, „Tryptyk rzymski” czy „Tony Halik opisuje świat”. W 2015 roku film Andrzeja Celińskiego „Kabaret śmierci”, do którego robił zdjęcia, otrzymał Złoty Medal The New York Festiwal oraz Prix Italia jako najlepszy film artystyczny.

olo11 1024x769 - Chwytam kamerę, gdy mam sprawę  - rozmowa z Aleksandrem Dylem

Ze znaną podróżniczką Elżbietą Dzikowską zjeździłeś pół świata i twierdzisz, że wszędzie jest tak samo…

– Z perspektywy uważam, że on jest naprawdę jednakowy. I w kilkumilionowym Mexico City, i  afrykańskiej wiosce, i wśród Indian w Hondurasie. Na całym świecie ludzie mają te same problemy, to samo nas bawi, to samo nas wkurza. Wszędzie czułem się dobrze, ale nic mnie szczególnie nie zachwyciło, nie bardziej niż tu w Tarnobrzegu, pierwszym dużym mieście, które zobaczyłem, jako dziecko w latach sześćdziesiątych. Mam tu wszystko, czego mi trzeba do szczęścia.

 Ukształtowało cię…

– Dzieciństwo. Wychowywałem się w biednej rodzinie, nie miałem niczego podsuniętego pod nos, to mnie nauczyło szacunku do świata. Moja babcia była wiejską wierszokletką, mama zarabiała szyciem. Moją wrażliwość kształtowała przyroda, otoczenie, ludzie. Rysowałem, pisałem opowiadania, wiersze. Pod koniec szkoły podstawowej doszła do tego fascynacja filmem. U siostry kolegi zobaczyłem zeszyt z wycinkami. Były tam zdjęcia aktorów i scen z filmów. Tak się zaczęło. Kino przenosiło nas w inny świat. Mając 15 lat kupiłem ośmiomilimetrową kamerę. Aurora kosztowała mnie dwa tygodnie pracy w cegielni. Marzyło mi się, że w Grębowie będziemy kręcili westerny. W technikum, w tarnobrzeskim „Górniku”, razem z kolegami założyłem klub filmowy Mefisto. Byliśmy mocną grupą ludzi, dla których sztuka stała się odskocznią od przemysłowego losu, który  nas czekał. Rozjechaliśmy się w różne strony, ale w każdym z nas był duch pasji. Moi koledzy z ławki szkolnej to wybitny reżyser teatralny Rudolf Zioło, profesor Akademii Sztuk Pięknych Ryszard Grazda, muzyk Bronek Zwierzyński (grał z Ewą Demarczyk), Jacek Chmielowiec, koszykarz Rysio Iwaniec, sędzia Sądu Najwyższego Józef Szewczyk. Jedna klasa a tyle indywidualności! Ja swoją pasję kontynuowałem w Beskidach, w Regionalnym Ośrodku Kultury w Bielsku- Białej. Odnalazłem się w góralskich postawach i mentalności. Studia w łódzkiej filmówce rozpocząłem już jako dorosły, ukształtowany człowiek. I to było piękne.

Mówisz o sobie „zakochany w prowincji”, pewnie dlatego wszystkie twoje autorskie filmy mają wspólny mianownik?

– Prowincją jestem przesiąknięty i dumny z tego, jaki mam do niej stosunek. Zakochuję się w czymś małym, nieefektownym, ale prawdziwym. Prawda jest dla mnie ważna. Na prowincji jest więcej prawdy, bo nie jest anonimowa. Taka to piękna wartość zadupia. Urodziłem się na Podkarpaciu, w Opacionce, która miała kilkanaście domostw. Uwielbiam pytania: „a gdzie to jest?”. Filmy zaś to projekcje moich doświadczeń, życiowych tęsknot, marzeń. Są rodzajem autoterapii, są uniwersalne. Wszystkie ważne dla mnie filmy poświęcałem mojemu miastu i regionowi. Nie mam przymusu ciągłego kręcenia filmów, nie robię tego dla mamony, ale z pasji, i z pokorą. Najważniejsza jest dobra, interesująca historia. Dopiero kiedy mam drugiemu człowiekowi powiedzieć coś ważnego, mam sprawę, w którą chcę uwikłać widza, chwytam kamerę. Nie interesuje mnie bycie filmowcem dla samego bycia.

Najnowszy obraz “Prowincjonalny Trójkąt Artystyczny”, czyli film o Marianie Ruzamskim i życiu artystycznym w przedwojennym Tarnobrzegu dostał się do najlepszej konkursowej trzydziestki 21. Przeglądu Filmów o Sztuce w Zakopanem.

– Jestem dumny z tego, że nasza robota nie poszła na marne. Film o przyjaźni trzech artystów powstał ku pokrzepieniu tego miasta, jest przypomnieniem wartości, o których już zapomnieliśmy. Bohaterowie nie mieli pieniędzy, obce było im myślenie, że wszystko im się od życia należy, przede wszystkim byli owładnięci sztuką, to byli wielcy artyści. Nasza ekipa robiła ten film bez oglądania się na budżet, całkowicie bezinteresownie, składając hołd tamtym ludziom, czasom i wartościom.

O czym będzie kolejny film?

-Nazwałem go “Siarkobiografia”. Ma ukazać Tarnobrzeg, który po raz kolejny zmienia swoją  tożsamość, w momencie przepoczwarzania się z małego miasteczka w stolicę polskiej siarki. Oddaję głos ludziom, którzy pamiętają ten najsłabiej udokumentowany okres we współczesnych dziejach.

Wioletta Wojtkowiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *