Dla żartu dałbym się powiesić

Najpopularniejszy rysownik w Polsce pochodzi z Tarnobrzega, tu mieszka cała jego rodzina, a w Tarnobrzeskim Domu Kultury można obecnie podziwiać kilkaset jego prac.

Nikt tak jak on nie potrafi w naszej codziennej rzeczywistości dostrzec jej absurdy. Sam o sobie mówi, że osiągnął już ten wiek, że nie musi być kontrowersyjny. Przyznaje także, że choć właśnie wkroczył w wiek emerytalny, nigdy nie był tak zapracowany jak teraz.

Andrzej Mleczko. Jego satyryczne komentarze są tak samo znane jak charakterystyczne rysunki. W tym tkwi zresztą jego wyjątkowość. Nie ma w Polsce drugiego takiego artysty, który potrafiłby tożsamo celnie narysować i skomentować wychwycone z naszej rzeczywistości absurdy codzienności. Jeden jego rysunek potrafi narobić więcej zamieszania niż dziesiątki programów informacyjnych i publicystycznych. Tak też się stało we wrześniu br. Słynny już rysunek szpitala psychiatrycznego z wydobywającymi się z okiem okrzykami: „Jarosław, Jarosław” wywołał burzę, obiegł media społecznościowe i dorobił się setek komentarzy.

Sam autor zapytany o to „co autor miał na myśli?” szczerze przyznał, że: – Z rysunkami satyrycznymi jest tak, że każdy sam powinien je interpretować. Niestety, może być z tym pewien problem, bo ze smutkiem dostrzegam totalny upadek poczucia humoru w naszym wspaniałym społeczeństwie. To poczucie humoru jest zabijane z obu stron. Po stronie tzw. liberalnej zabija go poprawność polityczna. Po stronie, nazwijmy to, prawicowej humor zabija zaś bogoojczyźniane i hurrapatriotyczne podejście do wszystkiego, które nie pozwala pożartować na żaden temat.

Słynny rysunek uważa za żart jak każdy inny. – Martwi mnie, że dziś coraz częściej jakiś drobny żarcik robi na niektórych odbiorcach nieproporcjonalnie wielkie wrażenie. Tymczasem ja jestem facetem z gatunku tych, co dla żartu dałby się powiesić – powiedział w wywiadzie dla natemat.pl.

Każdy artysta ma swoją paranoję

Andrzej Mleczko urodził się w Tarnobrzegu w 1949 r., ale pierwsze 16 lat swojego życia spędził w Kolbuszowej. Do naszego miasta wrócił w czasach szkoły średniej. Studiował na wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. W 1971 roku zadebiutował na łamach pisma „Student”. Od tego czasu zajmuje się głównie rysunkiem satyrycznym, ale także plakatem, scenografią, grafiką i rysunkiem reklamowym. Od lat mieszka i tworzy w Krakowie. Tu mieści się jego pracownia i galeria.

– Pracuje u mnie w galerii prawie 10 osób. Bywa, że doprowadzam ich do szału, bo ja stale moje stare pomysły przerysowuję na nowe, bo mi się wydaje, że teraz bym to zrobił lepiej – przyznaje Andrzej Mleczko. – To jest tak, że pomysł sam jest super, natomiast myślę sobie, że teraz ten facet powinien wyglądać inaczej, a ten aniołek powinien mieć zupełnie inne skrzydełka na rysunku. No jest to trochę lekka paranoja, ale każdy artysta ma swoją paranoję.

70-letni mistrz jest autorem kilkudziesięciu tysięcy rysunków i prac opublikowanych w kilkudziesięciu pismach i magazynach. Dotychczas zbiory jego prac ukazały się w ponad 50 książkach i albumach. Twórczość słynnego tarnobrzeżanina była prezentowana na kilkuset wystawach indywidualnych w kraju i za granicą.

Miałem nadzieję, że będę się obijał

– Pół roku temu skończyłem 70 lat, moja galeria skończyła 35 lat, a od czasu publikacji pierwszego rysunku wkrótce minie 50 lat. Nie wiem, czy jest się z czego cieszyć, bo to jednak sporo czasu minęło. Miałem nadzieję, że w tym wieku będę już spokojnym emerytem, który będzie się obijał i wspominał dawne sukcesy, a roboty mam więcej niż kiedykolwiek. No ale takie mamy czasy.

Wracając do początku swojej kariery, Andrzej Mleczko wspomina, że po latach odszukał swój pierwszy rysunek. – Był on wielkości znaczka pocztowego i jak go kiedyś odnalazłem w archiwum to sobie pomyślałem, że niemożliwe abym tak fatalnie rysował – wspomina artysta. Od tamtego czasu minęły lata i powstały setki kultowych rysunków. Wiele z nich punktujących polską rzeczywistość polityczną.

– Ludzie nieraz mi mówią, ale ty masz fajnie, bo tu tyle rzeczy głupich się dzieje w tym naszym kraju. A ja mówię, że w naprawdę wielu krajach normalnie funkcjonujących, ustabilizowanych, bez takiego szaleństwa i wariactwa są świetni rysownicy i naprawdę niepotrzebny nam jest ten bardak polityczny, żeby robić dobre rysunki satyryczne. Dla mnie tematem jest obyczajowość, sprawy męsko – damskie. Sprawy międzyludzkie w ogóle. Bo one są takie same czy w Szwajcarii, czy w Polsce, czy w Ameryce.

Mało kto potrafi pisać i rysować

Skąd ten wielki sukces rysownika – satyryka?

– Ludzi piszących jest bardzo wielu. Dziennikarzy jest bardzo wielu. Malarzy, grafików i rysowników też jest bardzo wielu. Natomiast tych, którzy potrafią łączyć, którzy mają, przepraszam za wyrażenie – „talent literacki”, a zarazem potrafią rysować jest bardzo niewielu – przyznaje Andrzej Mleczko. – To są dwie umiejętności w jednym. No i w związku z powyższym jest tak, że nieskromnie mówiąc, nie mam konkurencji. Nie mam też za bardzo zastępców.

Czy Mleczko uważa się za autora kontrowersyjnego?

– Ja już wyrosłem z tego, żeby być kontrowersyjnym. Mnie bawi sam żart, sam błyskotliwy pomysł. Bardzo łatwo być kontrowersyjnym. Każdy głupi to potrafi. Natomiast zrobić coś takiego naprawdę, gdzie żart jest oparty głównie na świetnym pomyśle i dobrym narysowaniu to już jest trochę trudniej – przyznaje Mleczko.

Kilkaset prac Andrzeja Mleczki można obecnie zobaczyć w holu Tarnobrzeskiego Domu Kultury. Wystawa towarzyszy 20. edycji Festiwalu Satyrblues, który odbył się we wrześniu br. i oglądać ją można do 28 października.

Małgorzata Rokoszewska

Fot. Andrzej Busz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *