Dwa światy?

Przy okazji imienin jednej z seniorek organizowanych w Domu Dziennego Pobytu pojawił się pomysł nawiązania kontaktu z siostrami dominikankami z pobliskiej Wielowsi. Mimo, że podczas tego rodzaju uroczystości atmosfera jest szczególnie ciepła i pełna wyjątkowej życzliwości – pomysł ten nie spotkał się ze spodziewaną akceptacją. Obecnie nie ma niemalże tygodnia byśmy nie słyszeli pytania: „Kiedy się wreszcie spotkamy z naszymi siostrami?!”.

Pierwszy raz

Nie zważając na brak zachwytu nad tym pomysłem, nieśmiała próba zaproszenia przedstawicielek Zgromadzenia Sióstr św. Dominika nastąpiła spontanicznie przy okazji któregoś z wernisaży w Miejskiej Bibliotece Publicznej w 2015 roku. Nie sposób zapomnieć bardzo bezpośredniej i radosnej reakcji na tę inicjatywę, jak się z czasem okazało, siostry Natalii i siostry Miriany, które bez zbędnych ceregieli zapytały od razu: „No to na kiedy się umawiamy?” S. Natalia okazała się być przełożoną wielowiejskiego klasztoru zaś s. Miriana była Mistrzynią sprawującą opiekę nad juniorystkami – siostrami przygotowującymi się do złożenia ślubów wieczystych. Spotkanie tych dwóch wyjątkowych sióstr, piastujących najważniejsze funkcje w wielowiejskim klasztorze – jak się później okazało – miało stanowić świetny prognostyk i początek pięknej przygody dla naszych seniorów, ale, wierzymy w to mocno, że i dla sióstr również.

Zgromadzenie Sióstr św. Dominika

Zgromadzenie istnieje już ponad półtora wieku. Jego założycielką jest Róża Białecka – Sługa Boża Matka Kolumba, która chciała, by siostry przede wszystkim prowadziły szkoły i zajmowały się kształceniem najuboższych dzieci oraz katechizowały i opiekowały się chorymi. Po II wojnie światowej nowa władza odebrała siostrom wszystkie szkoły. Aktualnie Siostry katechizują, prowadzą Domy Pomocy Społecznej, Ośrodek Wychowawczy, przedszkola i domy opieki dla osób starszych w kilkudziesięciu miejscach w Polsce i za granicą.

Klasztor i kaplica w Wielowsi powstały w roku 1866. To tu w 1861 r. przybyła Matka Kolumba i pierwsze siostry. Tu – z wyboru Założycielki – na najbardziej ubogim wówczas  terenie, rozpoczyna się historia polskich dominikanek. Z czasem, gdy Wielowieś stała się osiedlem Tarnobrzega, będący nieco na uboczu klasztor jeszcze pełniej stał się miejscem znaczącym na mapie miasta. Tym bardziej, że siostry nie zamykają się za furtą, lecz wychodzą zza niej ze zgoła innym, niż się spodziewaliśmy obliczem.

Miłość od pierwszego wejrzenia

My się… zakochaliśmy w siostrach od razu. Przyjechało do nas pięć sióstr – juniorystek wraz z siostrą Mistrzynią Mirianą. Opowiadały o Zgromadzeniu, Matce Założycielce, swoim powołaniu, życiu w klasztorze. I tu pierwsze z licznych zaskoczeń: nie były to opowieści jakich można się było spodziewać. Mówiły szczerze o swej wcale, nieusłanej różami drodze do klasztoru, o swym życiu z dala od Kościoła, imprezach, chłopakach, konfliktach w rodzinie, nieprzepadaniu za siostrami zakonnymi. Niemal żadna z nich nie planowała takiej właśnie drogi. Potem były kolejne zaskoczenia: świetna koleżeńska relacja między Mistrzynią a nimi, dowcipne religijne pieśni przy akompaniamencie gitary i takież odpowiedzi na niezliczone pytania, szczególnie męskiej części naszej społeczności. Ale przy tym i świadectwa dojrzałej mimo młodego wieku duchowości i wiary. Nie mogliśmy się rozstać. Dlatego miesiąc później, na zaproszenie sióstr pojawiliśmy się w ich domu kontynuując rozpoczętą tak sympatycznie znajomość.

I tę więź podtrzymujemy nadal. Trudno policzyć te wszystkie spotkania. Rzecz nie w ilości. Nie roszcząc sobie prawa do wyjątkowości, a już na pewno nie do wyłączności kontaktów z siostrami (zwłaszcza biorąc pod uwagę czas istnienia Zgromadzenia), chcemy tylko nieco przybliżyć i pokazać jak przemykające ulicami miasta postacie w białych habitach i czarnych welonach, wbrew pozorom, tak bardzo od nas się nie różnią.

Z tego świata

Nie sposób zapomnieć pewnego telefonu. Kręcąc drugi teledysk opowiadający o naszych kontaktach z ciekawymi postaciami Tarnobrzega i urokliwych miejscach naszej małej ojczyzny, mieliśmy pomysł, by siostry zagrały w „dwa ognie” z naszymi panami w ich przepięknym ogrodzie. Jak to jednak zrobić, gdy ów pomysł pojawił się w czasie, gdy siostry mają miesiąc skupienia i nic w tym czasie nie może ich rozpraszać. Zwłaszcza panowie. Mimo to dzwonimy, z góry wiedząc jaka będzie odpowiedź. No i słyszymy z ust Siostry Przełożonej, że nie mogą nas zawieść, więc na czas nagrania po prostu przerwą swe modlitewne skupienie.

Wcześniej kolejny nieśmiały telefon do sióstr: czy zechciałyby siostry wziąć udział w pewnym „oszustwie”? Wyjaśniamy szczegóły. Odpowiedź brzmi: jak najbardziej! Podczas spotkania przeprowadzamy quiz sprawdzający wiedzę teologiczną zarówno s. juniorystek jak i s. Mistrzyni i s. Przełożonej. Stopień trudności zadawanych pytań – niebotyczny! Siostry odpowiadają bezbłędnie! Nasi seniorzy nie mogą wyjść ze zdumienia. Na koniec wyjaśniamy zebranym, że wszystko zostało ukartowane, a siostry znały odpowiedzi.

Zabawne i poważne opowieści można by mnożyć. Można opisać liczne serdeczne przypadkowe spotkania w naszym mieście, ale także poza nim.

Nieplanowany rezultat

Wśród naszych seniorów są również osoby, którym niekoniecznie jest po drodze z Kościołem. Tak się złożyło, że podczas tych wszystkich kontaktów – głównie dzięki niezwykłości „naszych” sióstr oczywiście – to właśnie te osoby okazały się najbardziej aktywne w trakcie spotkań i to one najczęściej pytają o kolejne kontakty, o których było na wstępie. Nie było to w ogóle naszym zamiarem – jesteśmy wszak Domem, który nie ma ambicji, ani misji edukowania, czy nawracania kogokolwiek, wszak chcemy jedynie pokazywać seniorom różnorodność i atrakcyjność otaczającego nas świata i ludzi – ale stało się to niejako mimo woli. Pokazuje to ni mniej, ni więcej że, wbrew pozorom, nie jest jeszcze z nami ludźmi aż tak źle, skoro mimo czasami zasadniczych różnic światopoglądowych, potrafimy się spotkać na takim poziomie, na którym już tylko pozostaje czerpanie przyjemności ze spotkania z innym człowiekiem. I to nic, że z innego świata niż nasz. Choć czy tak naprawdę one – Klasztor i nasz Dom – aż tak bardzo się różnią?

Dlatego też w tym roku nawiązaliśmy kontakt z klerykami z Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Dla równowagi. Choć nie tylko. Także dlatego, że większość uczestników Domu Dziennego Pobytu to kobiety. Ale to już zupełnie inna historia do opowiedzenia.

Krzysztof Kowalczyk

DSC0788 1024x680 - Dwa światy?

DSCN1407 1024x768 - Dwa światy?

DSCN1410 1024x768 - Dwa światy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *