Mam takie hobby, które czasami widać na zewnątrz. Piotr Duma

Jest tegorocznym laureatem VI Nagrody imienia doktora Michała Marczaka. Nagroda ta jest przyznawana za wybitne osiągnięcia w dziedzinie historii lokalnej oraz regionalistyki. Piotr swoją działalność prowadzi na wielu polach, jest pomysłodawcą i autorem wielu przedsięwzięć. Jesteśmy przekonani, że na to wyróżnienie sobie zasłużył.

Laureatami nagrody w poprzednich latach byli: Waldemar Prarat, Dorota Kozioł, Janina Stadnik, Andrzej Biernat i Tomasz Sudoł.

Z dumnym z tak wysokiego wyróżnienia Piotrem rozmawiały: Iwona Ćwik i Iza Stachowicz-Pyka.


Standardowe pytanie w takich momentach: spodziewałeś się?
Hm… Byłem w gronie kilku kandydatów do tej nagrody, o czym dowiedziałem się tydzień wcześniej. Pomyślałem: nie, to nie będę ja i odpuściłem. Jak w środę zadzwonił do mnie doktor Zych i powiedział, że mam się zjawić po odbiór nagrody, oniemiałem. Nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo miłe doświadczenie. Cieszę się, że doceniono moją pracę. Choć historia to nie jedyny mój „konik”…

No właśnie. Twoje nazwisko kojarzy się z „Tarnobrzeskimi śladami”, „Jędrusiową dolą”, tematami historycznymi a ja chciałam zapytać o temat muzyczny. Mówię o Antologii Tarnobrzeskiej Muzyki, tom I… Pamiętam, jak zapowiadałeś tom II, utkwiło mi to w pamięci. I co, gdzie ten tom II?
Będzie! Promocja tomu I była w roku 2013, na jesień. Myślałem wtedy: tom II będzie na pewno za rok. Mało tego. Nawet taka deklaracja padła ze sceny (śmiech). Podejrzewam, że jakbym dalej pracował w Domu Kultury moje plany by się zrealizowały. Stało się inaczej.

Pomysł zarchiwizowania dorobku muzycznego lokalnych artystów, dla mnie genialny…
Tak, jestem z tego pomysłu i realizacji bardzo zadowolony. Powstał Leksykon, który prezentował osoby związane z powstaniem i rozwojem muzycznej sceny Tarnobrzega oraz artystów, którzy wywodzą się z naszego miasta a działają poza nim. Niezależnie od tego udało się zaprezentować Antologię Tarnobrzeskiej Muzyki, czyli płyty, dokładnie 20, które uwieczniły muzykę tworzoną przez lokalnych twórców. Fajnie, bo ta muzyka nie zginęła, jest! Zespoły takie jak: Niech Stanie Się Jasno, Project Zion, Uroboros, Janine D, Dusza, o których mało kto wie, zebrane, zgrane, są, nie przepadły. Pamiętam sami kopiowaliśmy płyty, drukowaliśmy okładki… Fajne przedsięwzięcie, fajny czas…

No i była koncertowa promocja Leksykonu i płyt w naszym TDK-u!
Zagrali wtedy Pullover, TeBeG i Rapadub. To było wspaniałe wydarzenie.

Zaraz po studiach uczyłeś w szkole, dawnym Gimnazjum nr 3, jako nauczyciel historii. Nie żałujesz, że odszedłeś ze szkoły? Nie tęsknisz za dziećmi, nauczaniem?
Za dziećmi, nauczaniem, tak. Ale nie zniósłbym bałaganu, dezorientacji, jednego wielkiego chaosu w obecnym systemie. I tak prawdę mówiąc, nigdy nie żałowałem decyzji podjęcia pracy w TDK-u. Sporo wyzwań, cały czas coś się działo, zdobyłem tam olbrzymie doświadczenie, nie żałuję. To był dla mnie dobry czas, mimo, że odszedłem ze stanowiska w przykrych dla mnie okolicznościach.

Za „twoich czasów” w TDK-u powstał Teatr Czwartek…
Pamiętam jak przyszli do mnie z tą propozycją Beata Tyra i Sylwek Łysiak. Chcieli w TDK-u realizować swój teatr. Oczywiście, nie było problemu. Na tyle ile mogliśmy na tyle pomagaliśmy. Ja stoję jednak na stanowisku, żeby przede wszystkim nie przeszkadzać. Za „moich czasów” zrealizowaliśmy udany muzyczno-historyczny projekt „Jędrusiowa dola 2. Tarnobrzescy artyści w hołdzie Jędrusiom”. Bardzo miło wspominam dwa fajne zakończenia działalności w TDK-u – Diany Ciecierskiej i Dagmary Czechury.

Związany jesteś teraz z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Gorzycach. Jak ci się tam pracuje?
Tak, jestem tam dyrektorem. A pracuje mi się doskonale. Naprawdę. Mam pozytywnego, twardo stąpającego po ziemi szefa – wójta Gorzyc, pana Leszka Surdego, z którym współpracuje mi się bardzo dobrze. Mam świetną kadrę, liczącą dwadzieścia osób, która jest super. Nie narzekam.

Co zajmuje twoją głowę teraz?
Oj sporo jest tego. Ostatnio wróciłem do takiego tematu… Concordis. Nie wiem czy pamiętacie, ale „milion lat temu” był taki zespół w Tarnobrzegu. Działał przy parafii na Serbinowie. Grupa tworzyła fajne autorskie piosenki. Postanowiłem wrócić do ich twórczości w Gorzycach, zaangażować tamtejszą młodzież. Nagraliśmy płytę, z nową aranżacją tych utworów. Teksty w większości wyszły spod pióra Doroty Kozioł, a muzyka z wyobraźni Maksymiliana Szelęgiewicza. Płyta wyszła naprawdę bardzo fajna. Z tej okazji zostaliśmy zaproszeni do Telewizji Rzeszów, aby poopowiadać o tym projekcie. Właśnie, kiedy wracałem z Rzeszowa, dowiedziałem się, że „mam Marczaka”.

Książka o radiu. Kończysz?
Tak kończę, że już dawno miała być skończona a jeszcze nie jest (śmiech). Mam 150 przepytanych osób związanych z Radiem Leliwa. Na tej podstawie opracowałem monografię radia, z dużą ilością zdjęć, grafik, pamiątek. Publikacja będzie miała, jak przewiduję około 500, 600 stron.

Z radiem też jesteś związany od dawna…
A gdzież od dawna. Tylko siedemnaście lat (śmiech). Z radiem nawiązałem współpracę jeszcze w czasach licealnych, a odnowiłem po powrocie ze studiów, kiedy świętowało ono swoje dziesiąte urodziny. Po śmierci Kazia Wiszniowskiego, mój program, „Dwie godziny z polską muzyką” jest obecnie najstarszą audycją autorską. „Dwie godziny…” nadawane są w każdą środę, od 21:00.

Była w twoim życiu także telewizja. Pamiętam fajny program – relacja z Zamku Tarnowskich. Ty byłeś pomysłodawcą?
Tak. Byłem pomysłodawcą i autorem większości odcinków, które oddawały postęp prac w trakcie remontu zamku w Dzikowie. Cykl nazywał się „Dzików, nowe oblicze”. Co miesiąc pokazywaliśmy etapy i postęp remontu. Prezentowaliśmy jak zamek się zmieniał, jak piękniał. Dobrze, że to zostało udokumentowane.

A z czego jesteś najbardziej dumny?
Jak pracuję nad czymś to właśnie to jest zawsze najważniejsze. A że pracuję nad czymś cały czas, to nie myślę: co w moim życiu było tym, z czego jestem szczególnie dumny. Nigdy nie patrzę za siebie, bo po co. Dostaję swoją książkę, a po promocji stawiam ją na półkę i biorę się za coś nowego. Każdy nowy, realizowany projekt czegoś uczy, a przede wszystkim uczy mnie pokory. W takich momentach przychodzi refleksja: wiem ile nie wiem… Trzeci rok pracuję nad monografią radia. Skończę, będę żyć Jędrusiami i piątym tomem „Tarnobrzeskich śladów”. Potem planuję zabrać się za drugi tom Leksykonu Tarnobrzeskiej Muzyki, bo wszyscy czekają, a na pewno czeka Iwona (śmiech)…

Jest jakaś realizacja, która szczególnie chodzi ci po głowie?
Leksykon Tarnobrzeskich Artystów. Jest w Tarnobrzegu mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy tworzyli i tworzą artystycznie nasze miasto: Marian Kosior, Dorota Kozioł, Ryszard Mrozowski, Zbigniew Rubiś. Warto o nich napisać, pokazać ich twórczość. Ja osobiście nie czuję się na siłach, ale może ktoś to zrobi. Namawiam Martę Woynarowską, żeby zrobiła monografię o zbiorach dzikowskich, namawiam Sławka Stępaka, żeby zrobił monografię kościoła w Miechocinie. Chciałbym poczytać coś, o czym ja sam nie mam wielkiej wiedzy.

Masz serdecznego kolegę, Piotrka Czepiela, który dzieli z tobą swoją pasję do regionalnej historii. Współpracujecie?
Z Piotrkiem przyjaźnimy się od lat. Obydwaj uwielbiamy zwiedzać. Piotrek bardzo dużo mi pomaga. W trakcie realizacji „Tarnobrzeskich śladów” jeździł ze mną i pomagał robić zdjęcia. Wspólnie przygotowaliśmy publikacje poświęcone tarnobrzeskim kapliczkom, kościołom oraz wizerunkom Matki Bożej Dzikowskiej. On był wtedy motorem napędowym tych wydawnictw. Prawdziwy pasjonat. Powiem tak, niejedna osoba po studiach historycznych ma mniejszą wiedzę niż on. Jego teksty są niezwykle cenne. Ja jestem z wykształcenia historykiem, Piotrek swoją wiedzę zdobywa sam, z pasji i zamiłowania do lokalnej historii.

Jest coś czego żałujesz?
Jest. To że nie mam rodziny powoduje, że czuję się niezrealizowany w tej sferze, ale wierzę, że ta realizacja jeszcze przede mną… Mam tylko 44 lata (śmiech).

Poza historią i muzyką  jeszcze coś specjalnie cię zajmuje?
To co robię zawodowo jest moją pasją. To  jest wspaniałe. Mam taką frajdę, że to czym zajmuję się w pracy i poza nią jest tym co uwielbiam. A że przy okazji wydam jakąś książkę… Można powiedzieć, że mam takie hobby, które czasami widać na zewnątrz.

Fot. Bogdan Myśliwiec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *