„Mord rytualny” – Tarnobrzeg 1757

Stereotyp, półprawda, pomówienia – to trzy określenia zjawisk, które utrudniały relacje między żydami a chrześcijanami i niejednokrotnie prowadziły do tragedii. Jedną z takich rzeczy był rzekomy „mord rytualny”, a co za tym idzie procesy, samosądy i niesłuszne wyroki skazujące.

W średniowieczu Żydzi chronili się w Polsce przed prześladowaniami, których doznawali na zachodzie Europy. Tutaj mogli spokojnie żyć i pracować. Przywileje od książąt i królów polskich wprowadzały surowe kary za przestępstwa popełniane wobec Żydów, chroniły ich przed bezpodstawnymi oskarżeniami, szczególnie przed obwinianiem o „mordy rytualne”. Za „mord rytualny” uważano zwabienie chrześcijańskiego dziecka przez Żydów, obnażenie go z szat, wrzucenie do beczki najeżonej ostrymi gwoździami i obracanie jej tak długo, dopóki ostatnia kropla krwi nie wypłynęła z ofiary. Krew tę zbierano do naczyń i rozsyłano po gminach żydowskich w kraju i za granicę. Jest to jeden z opisów rzekomego mordu. W innych czytamy, że „mord rytualny” polegał na wytoczeniu krwi podobnie jak w czasie uboju rytualnego bydła. Według przekazów, do każdej macy świątecznej i wielkanocnego pieczywa mieli dodawać jedną kroplę takiej krwi.

W 1757 roku w Tarnobrzegu (Dzikowie) odbył się proces oskarżonych o taki mord. Na podstawie księgi metrykalnej parafii miechocińskiej /XII M. 122/ (Tarnobrzeg należał wówczas do parafii Miechocin – obecnie dzielnicy Tarnobrzega) Michał Marczak w „Dziejach miasta i powiatu” pisze:

„W roku 1757, 19 kwietnia pochowano pod kościołem dzikowskim Wincentego, przedtem imieniem Berek, arendarza browaru miechocińskiego, wychrzczonego przed egzekucją. Podobnie pochowano w tymże kościele także drugiego, również wychrzczonego, imieniem Pinches. Ci, oraz niżej wspomniani w sposób okrutny – jak się wykazało w śledztwie sądowym – zamordowali 15-letniego chłopca nazwiskiem Bartłomiej Kubacki z Miechocina. Josek Szkolnik i Lejbuś, skazani na spalenie na stosie, zbyt zatwardziale trwali w swej niewierze. Mosiek, trzeci, zmarł na torturach. Było jeszcze kilku innych wspólników tej niecnej zbrodni i na tych wypadł wyrok śmierci przez ścięcie.”

Za tego rodzaju zbrodnie był już ustalony rodzaj kary. Chrzest łagodził rodzaj śmierci, nie uwalniając jednak od niej. W tym wypadku – jak z przytoczonego tekstu wynika – starano się, by główni winowajcy przez przyjęcie chrztu uniknęli stosu. Czy rzeczywiście w tym kierunku podejmowano starania w sposób przedstawiony w przywołanej opowieści, trudno stwierdzić. Historia tego wydarzenia również opowiada, że winowajcami którzy podejmowali religijny spór byli miejscowi Dominikanie, na czele z przeorem o. Wincentym Borowińskim oraz hr. Różą Tarnowską z Dunin-Karwickich. Egzekucje odbywały się na polu Cepuchowie tj. tu, gdzie obecnie mieści się stadion miejski i obiekty sportowe (teren ten darował miastu w 1925 roku hr. Zdzisław Tarnowski, z przeznaczeniem na stadion). W tym miejscu również grzebano samobójców, zaś karę chłosty wymierzano przestępcom u słupa przy więzieniu miejskim, które mieściło się najprawdopodobniej przy obecnym rynku.

Inny przebieg zdarzenia można znaleźć w ustnych przekazach funkcjonujących w tradycji żydowskiej, spisanych na portalu JewishGen:

„Opowieść jest o rebe Yoske, nazwanego Kodosh, czyli świętego. Reb Yoske Kodosh pełnił w Dzikowie funkcję shohet. Wybrał się kiedyś z trzema innymi Żydami na wyprawę wzdłuż Wisły, biorąc ze sobą polskiego chłopca jako wozaka. Wozak ten zdecydował się pozostać razem z rodziną w miejscu do którego dotarli, a Żydzi wrócili sami do Dzikowa. Kiedy chrześcijanie spostrzegli, że chłopca brakuje oskarżyli Żydów o jego podstępne zamordowanie, głównie z tego względu, że reb Yoske był shohet. Hrabina władająca okolicami zatrzymała ich i więziła przez trzy dni bez jedzenia. Po tym czasie podano im nie koszerny posiłek o bardzo intensywnym zapachu, ale mimo głodu odmówili jego spożycia. Rozkazała więc ich torturować, a sam reb Yoske został wrzucony do nasmarowanej (przyp. red. tłuszczem?) beczki, którą wstawiono do ognia. Po chwili wyciągnięto beczkę z ognia i obiecano mu ocalenie, jeśli porzuci wiarę mojżeszową. Dzielny Yoske podniósł piach z ziemi, cisnął hrabinie w usta i wskoczył w ogień, gdzie spłonął. Jego prochy rozsypano z rozkazu hrabiny nad Wisłą, aby uniemożliwić jego duszy pomszczenie krzywdy. Po pewnym czasie hrabina podróżowała w okolicach Wisły i nagle została zaatakowana przez dwa ptaki, które wydziobały jej oczy. Hrabina krzyczała, że to reb Yoske ja oślepił. Kiedy nieco później wrócił do miasta chłopiec, o którego rozpętała się cała awantura, hrabina uświadomiła sobie, że kazała zabić Żydów bez powodu. Aby jakoś wynagrodzić stratę rodzinom ofiar podarowała im zboże i inne dobra. Mimo tego zakończyła życie w przeciągających się straszliwych męczarniach.”

Bardziej szczegółowy opis tych wydarzeń spisany jest w „Tarnobrzeskich Zeszytach Historycznych” (nr 45) redagowanych przez doktora hab. Tadeusza Zycha. Czytamy w nich:

„Miało to miejsce wiele lat temu, tylko kilku Żydów mieszkało wtedy w Dzikowie. W szabas kiedy Żydzi szli się modlić, chłopiec nie mojżeszowego wyznania, który był żydowskim Gojem Szabasowym, doglądał pieców w zimie, sprzątał światło ze stołu itp. Zanosił on także Tałes (szale modlitewne) do synagogi po modlitwach i z powrotem je przynosił do domu. Dla takiego biednego chłopca to nie było złe utrzymanie. Dostawał zapłatę, a także coś z szabasowego gotowania i pieczenia.

Kiedyś był Szabas, było to krótko przed Paschą, po modlitwach, chłopiec nie przyszedł po Tefilin, także nie przyszedł do domu. Żydzi nie wiedzieli co się stało. Zniknął. Ale nikt nie podejrzewał niczego złego. Ojciec i matka tego chłopca przybiegli następnego ranka zapytać co się z nim stało, bo także nie przyszedł do domu na noc, ale nikt nic nie widział. Szabasowy chłopiec zniknął, przez co całe miasto wrzało. Wkrótce pojawili się agitatorzy-antysemici, którzy podburzali ojca i matkę, że najpewniej Żydzi zamordowali go, aby użyć jego krwi na mace Paschy. Żydzi zaczęli się bać. Rozumieli znaczenie tych oskarżeń, ale nie potrafili sobie pomóc. Ogłosili post. Pobiegli do Synagogi, modlili się Tehilim (Psalmy), krzyczeli i płakali, Wszechmocny powinien im pomóc w godzinie próby.

Agitatorzy razem z rodzicami chłopca pobiegli z krzykiem do hrabiny Tarnowskiej, która rządziła miastem i cała władza spoczywała w jej rekach. Znana była też z nienawiści do Izraela. Nie trwało też długo jak wydała nakaz aresztowania 10 Żydów z najlepiej sytuowanych domów. Poddano ich najstraszniejszym torturom, po to aby się przyznali lub podali nazwiska morderców. Kiedy się nie przyznali Hrabina wydała wyrok. Tych, to Żydów powinno być spalonych żywcem, zezwoliła jednak o odpuszczenie ich grzechu. Powinni się nawrócić na Chrześcijaństwo i być dobrymi Chrześcijanami. Nieszczęśni oskarżeni Żydzi, trzeba wiedzieć, wyśmiali i odrzucili tą „szlachetną propozycję”. Nad Wisłą, która jest w pobliżu miasta, paliło się wielkie ognisko. I wiele osób nie mojżeszowego wyznania zebrało się tam. 10 skazanych Żydów zostało włożonych do drewnianych beczek, zabito je gwoździami i potoczono ku Wiśle, prosto do ognia. Na tej okropnej egzekucji była obecna hrabina i miała satysfakcję ze swego „Świętego Dzieła”. Kiedy tylko popioły pozostały ze świętych żydowskich ciał, hrabina wzięła cały stos popiołu i wrzuciła do Wisły, wtedy to zerwał się wiatr i powiał z powrotem na nią, popiół powiał jej do oczu i zaczęła krzyczeć, że Jankele, Srulich, Moszko (nazwiska spalonych Żydów), wydzierają kawałkami jej ciało. Kiedy wszyscy zebrani usłyszeli to, zaczęli uciekać w wielkim strachu ci pieszo i ci konno i w powozach, zaczęła się wielka panika. Niedługo później „zamordowany” chłopiec powrócił do swoich rodziców. Opowiadał, że kiedy czekał przed synagogą aż Żydzi skończą modły, przejeżdżał wóz Cyganów. Wskoczył na wóz i Cyganie wzięli go ze sobą. Wtedy to wyszła na jaw niewinność Żydów. Poczucie winy ogarnęło ludzi niemożliwie, a także hrabinę, która oślepła i cierpiała udrękę, ale było za późno. Hrabina chciała odkupić swój grzech płacąc odszkodowanie wdowom, ale one odmówiły wzięcia jakichkolwiek pieniędzy. Rozkazała więc, żeby majątek Tarnowskich dawał corocznie żydowskiej społeczności miary zboża do podziału dla biednych Żydów na Paschę, a także drewno na zimę. Kazała to dawać przez wszystkie pokolenia.”

Historie te różnią się szczegółami, lecz jasno z nich wynika, że rzekomo zamordowany szczęśliwie wracał do domu.  Zaś w postaciach Żydów zamordowanych dopatrywano się świętości. Postać hrabiny Róży Tarnowskiej, jako tej skazującej, pojawia się w „Tarnobrzeskich Zeszytach Historycznych”, a także w przytoczonym opowiadaniu ze strony internetowej. Z obydwu tych źródeł wiadomo także, iż hrabina jako rekompensatę za swoje makabryczne czyny, rozkazała każdego roku zapewniać całej biedocie żydowskiej zboże oraz drewno na zimę. Chciała również wypłacić odszkodowanie wdowom i rodzinom skazanych, lecz oni go nie przyjęli.

Dr Michał Marczak wspomniał w swojej książce o procesie z 1757 roku, głównie z tego względu, że powrócił na łamy lokalnej prasy żydowskiej po pożarze zamku w Dzikowie w 1927 roku. Można się domyślać, że w pożarze zamku środowiska żydowskie dostrzegły dalszą część pośmiertnej zemsty Joska na rodzinie Tarnowskich. W rzeczywistości przyczyną pożaru było zaniedbanie ze strony służby, polegające na niedopilnowaniu rozmarzania instalacji centralnego ogrzewania (z powodu dużych mrozów kaloryfery zamarzły i ogrzewano je za pomocą ognia). Podczas pożaru zginęło dziewięciu ochotników ratujących dobytek zamku. Wśród ratujących dobytek było kilku Żydów, lecz żaden nie odniósł żadnych obrażeń. Teorie na ten temat podsycał fakt, że hrabia Zdzisław Tarnowski nie wypełnił testamentu swojej krewnej i właśnie w tym roku nie podarował Żydom obiecanego zboża ani drewna. Idąc tym tokiem myślowym, pożar zamku był zatem karą dla Tarnowskich, podobnie jak rzekome oślepnięcie Róży Tarnowskiej.

Mamy wiec tutaj obraz zbrodni i kary w rozumieniu przeciętnego wyznawcy religii mojżeszowej. Mamy Boga – Jahwe, który karze, który różni się od naszego wyobrażenia Boga miłosiernego. Czyli znów wracamy do stereotypowego postrzegania relacji. W tym wypadku, nie tylko żyd – chrześcijanin ale i Jahwe jako bat na gojów, którzy dokonali skądinąd makabrycznej zbrodni w majestacie prawa.

Tarnobrzeg w okresie o którym mowa tzn. od XVIII wieku do lat międzywojennych był miastem zdominowanym przez ludność żydowską. Zbrodnia dokonana w 1757 roku była jedynym takim incydentem. W latach wojen szwedzkich wprawdzie stracono kilka rodzin żydowskich za kolaborację ze Szwedami, lecz to była raczej kara a nie bezsensowna zemsta. W 1914 i 1915 roku straciło życie kilkunastu Żydów. Była to sprawka wojsk rosyjskich.

Poza tym żydzi i chrześcijanie w Tarnobrzegu żyli obok siebie przez kilka wieków  zgodnie. Zdarzały się spory sąsiedzkie,  oskarżenia o lichwę, o rozpijanie chłopów czy spór o handel w niedziele. W dobie autonomii galicyjskiej stosunki miedzy żydami a chrześcijanami uległy dalszej poprawie. Chrześcijanie respektowali prawo wyznawców religii mojżeszowej do organizowania świąt, które niekiedy utrudniały życie miejskie. Przyzwyczajono się do odmienności obrzędów weselnych, pogrzebowych, specyficznych form uprawiania kultu, prowadzenia życia towarzyskiego. Utrwalił się zwyczaj uczestniczenia wszystkich członków Rady Miejskiej w uroczystych mszach kościelnych i modlitwach w synagogach organizowanych dla upamiętnienia rocznic narodowych. Rada Gminy Izraelickiej Tarnobrzega i rabin uczestniczyli w powitaniach biskupa i przedstawicieli władz krajowych.

W latach 30-tych nastąpił wzrost nastrojów antysemickich, co objawiało się m.in. bojkotem sklepów żydowskich, odpływem ludności żydowskiej z miasta. Z pejzażu miasta Tarnobrzega Żydzi zniknęli całkowicie w 1942 roku, po likwidacji getta i przetransportowaniu ich do obozu w Bełżcu. Po drugiej wojnie światowej społeczność żydowska stanowiła mniej niż 1% ogółu mieszkańców.

Obecnie jedynymi śladami obecności Żydów jest „nowy” cmentarz żydowski, przy ul. Sienkiewicza (drugi, „stary” został zlikwidowany w 1942 roku przez hitlerowców a macewy posłużyły do budowy drogi Tarnobrzeg-Chmielów) oraz synagoga przebudowana i zaadaptowana w latach 70-tych na bibliotekę.

Piotr Czepiel,
Fot. ze zbiorów Piotra Czepiela

59708130 323367761680329 4753018978228502528 n 1024x660 - „Mord rytualny” - Tarnobrzeg 1757

59705219 911365789197485 5892092297092268032 n 1024x701 - „Mord rytualny” - Tarnobrzeg 1757

60099762 342736076430380 3511862722054586368 n - „Mord rytualny” - Tarnobrzeg 1757

 

Bibliografia i źródła:
„Tarnobrzeg z dziejów miasta i powiatu” Michał Marczak. Tarnobrzeg 2000
„Tarnobrzeskie Zeszyty Historyczne nr 45 – Żydzi tarnobrzescy” – praca zbiorowa pod redakcją Tadeusza Zycha. Tarnobrzeg 2016
„Tarnobrzeg – dzieje miasta 1593-1939” – praca zbiorowa pod redakcją Feliksa Kiryka. Tarnobrzeg 2005
„Miechocin – kolebka Tarnobrzega” Józef Rawski, Wojciech Rawski. Tarnobrzeg 1994
„Tarnobrzeg- kościoły, kaplice” Piotr Czepiel, Piotr Duma, Tarnobrzeg 2015

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *