Narkoman na słodycze

5 Narkoman na słodycze 199x300 - Narkoman na słodyczeZ Wojtkiem Gwoździowskim spotkaliśmy się wieczorem, w oryginalnej tarnobrzeskiej restauracji Z Lasu. Na szczęście dla naszego gościa, w ofercie lokalu nie było słodkości. Wojtek bowiem mocno ogranicza słodycze, które są jedynym jego nałogiem. Jest człowiekiem, dla którego scena jest całym życiem. Zaznacza jednak, że czasami przekleństwem. Twórca Jesiennych Impresji muzyczno-satyrycznych, założyciel grupy teatralnej Pozytywnie Skopani.

Rozmawiały: Iwona Ćwik i Iza Stachowicz-Pyka

Jesteś człowiekiem znanym nam przede wszystkim z teatru. Wiemy, że od kilkunastu lat prowadzisz grupę teatralną Pozytywnie Skopani. Czym zajmujesz się na co dzień?

Pracuję w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Baranowie Sandomierskim, a na co dzień w filii tego ośrodka – Środowiskowym Domu Kultury w Skopaniu. Tam pracowałem jeszcze za czasu Zakładowego Domu Kultury, który w 1991 roku, z chwilą upadku zakładu Wisan przestał istnieć. Z czasem gmina przejęła ośrodek. Środowiskowy Dom Kultury w Skopaniu funkcjonuje do dziś.

Z wykształcenia jesteś…

Technik Górnik, Odkrywkowa Eksploatacja Złóż Siarki (śmiech)… Nie pracowałem w tym zawodzie nigdy. Pracuję w ŚDK w Skopaniu jako Młodszy Instruktor ds. Kulturalno – Wychowawczych. Nie ukrywam, że brak kierunkowego wykształcenia pewnie blokuje mi ścieżkę kariery zawodowej, ale pracuję i działam.

Impresje? Są takim twoim dzieckiem?

Tak, można tak powiedzieć.

Przybliż naszym czytelnikom, co to są Jesienne Impresje.

Jesienne Impresje to coroczny, klimatyczny koncert odbywający się na jesieni. Układ tego koncertu jest bardzo prosty: kabaret, piosenka, kabaret, piosenka… Staramy się, aby cały koncert był na odpowiednim poziomie.

Gdzie się odbywają te koncerty?

Zaczynamy w Skopaniu, powtarzamy w Baranowie Sandomierskim, Tarnobrzegu, Nowej Dębie, Padwi Narodowej… W najlepszych czasach zagraliśmy sześć koncertów. Przeważnie są to jednak trzy, cztery koncerty. Przypominam sobie początki Impresji, gdzie właściwie wszystko trzeba było załatwiać, od kabelków, żarówek po drzewka z lasu. Byłem wtedy ambitny, wszystko chciałem zrobić sam. Kosztowało mnie to dużo. Pokutowało. Wychodziłem na scenę, miałem zapowiadać, ścisk w żołądku, a w głowie: czy on dobrze mnie teraz oświetlił, na pewno nie tak jak mu mówiłem, za chwilę wiem, że muszę się przebierać, bo kabaret… Ucierpiało moje zdrowie psychiczne.

Liczyłeś ile było już koncertów z cyklu Jesienne Impresje?

Pierwszy to rok 2000. Były lata, że koncertów nie było, a był rok, że zrobiliśmy na wiosnę i na jesień. Ja bym zakładał, że było szesnaście koncertów. Rok temu zamiast Impresji miałem przyjemność współtworzyć Koncert Niepodległościowy. Tak na marginesie powiem wam, że powstała na temat Impresji praca dyplomowa.

W jaki sposób kompletujesz skład na koncert?

Dużo podpatruję. Przez jakiś czas prowadziłem konkurs piosenki angielskiej, konkurs obcojęzyczny, dużo imprez muzycznych odbywa się w gminie, powiecie, województwie. Gdzieś tam ucho przystawię, usłyszę, zobaczę. Potem dzwonię, proponuję. Tak to się odbywa. Miałem na przestrzeni lat cudownie śpiewające dziewczyny: Elę Smyklę, Elę Wilczyńską, Monikę Wilczyńską, Bożenkę Mazur-Kołek, Sarę Trubiłowicz.

Współpracujesz z wieloma ludźmi. Zmieniają się. Kogo masz „przy sobie” właściwie cały czas?

Ludzie przychodzą i odchodzą. Arkadiusz Chwałek. To człowiek, z którym zawsze mi się fenomenalnie współpracowało, zupełne przeciwieństwo mnie, człowiek „bez systemu nerwowego”. Był moim dyrektorem przez wiele lat.

Żona też artystyczna dusza, tancerka?

Tak. Kasia dużo mi pomaga i przede wszystkim wspiera duchowo. To jest fenomen, muszę powiedzieć, małżeństwa, które działa w jednej „branży” i potrafi współpracować. Nie zawsze jednak tak było…

Oprócz Impresji jest teatr…

Tak, jest teatr. Obecnie to co tworzymy, to pokłosie prawie trzydziestu lat razem, mniej więcej w tej samej ekipie. Główny trzon to: Paweł Dobrowolski, Agata Dobrowolska, Renata Detka. Teatr zawiązał się w Skopaniu. Klimat w tamtych latach w Domu Kultury w Skopaniu był cudowny. Pierwsze nasze występy to Jasełka. Paweł był pasterzem, ja Herodem. Z czasem teatr przybierał coraz większe formy. Graliśmy spektakle, farsy przedwojennych dramaturgów i komediopisarzy: Stanisława Dobrzańskiego – „Podejrzana osoba”, Gustawa Mozera – „Tatuś Pozwolił” i Michała Bałuckiego – „Polowanie na męża”. Nawet nagrała nas nawet Telewizja Polska (Oddział w Rzeszowie). W tym czasie Dom Kultury w Skopaniu był fenomenem, zatrudniał kilka osób, prosperował doskonale. Tętnił życiem. Prężnie działało kino.

Nazwa teatru Pozytywnie Skopani nie funkcjonowała od początku?

Tak. Pozytywnie Skopani jesteśmy od trzech lat. Wcześniej byliśmy teatrem Zakładowego Domu Kultury w Skopaniu, który kontynuował swoją tradycje od lat sześćdziesiątych i z tego co pamiętam nie miał swojej nazwy. Dopiero w drugiej połowie lat 90 tych założyliśmy kabaret o nazwie „Bretka” i tak funkcjonowaliśmy przez wiele lat.

Kiedy przyszedł moment na kabaret?

Mniej więcej w tym samym czasie co pomysł na Impresje. Spotykaliśmy się wtedy już w formach kabaretowych. Była także piosenka. Kilka dobrych lat spełnialiśmy się w kabarecie. Do momentu aż oglądnąłem „Next-ex”. Miałem dwa takie scenariusze w życiu, kiedy na etapie czytania, wiedziałem, że to jest to i grzechem będzie jeśli tego nie zrobię. Pierwszy to „Duży, Zielony Problem”, sztuka dla dzieci (bo dziećmi też się zajmuję), a drugi to właśnie „Next-ex”. Sztukę „Next-ex” zagraliśmy dwadzieścia razy. Wszyscy się w tej sztuce zakochali. Nie mieliśmy już niestety tych odczuć realizując następną sztukę „Matkę brata mojego syna”. Niepotrzebnie jednak się martwiliśmy, bo sztuka okazała się kolejnym hitem.

W Tarnobrzegu działa Teatr Czwartek, w Skopaniu Pozytywnie Skopani. Nie ma rywalizacji, jest współpraca. Wiem, że dzielicie się nawet aktorami?

Tak, dzielimy się Mateuszem Załuską (śmiech). Jest współpraca, ustalamy między sobą ewentualne terminy spektakli, żeby się nie pokrywały. Rozwieszam plakaty tarnobrzeskiego Teatru Czwartek po naszej gminie.

Co uważasz za swój największy sukces zawodowy?

„Next-ex”. Zdecydowanie. Ogromną satysfakcję daje mi praca z dziećmi. „Duży, Zielony Problem” – wiele radości.

Zaliczasz się do ludzi, którzy spełniają się w swojej pracy zawodowej? Twoja praca stała się pasją? Mógłbyś robić coś innego?

Jestem człowiekiem spełnionym, szczęśliwym. Bywają jednak chwile, że obowiązki, pewne sytuacje mnie przerastają. Marzę wtedy, że mógłbym iść do jakiejś fabryki stukać młotkiem cały dzień. To co daje mi radość i odprężenie to teatr. Ludzie powinni mieć pasje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *