Niezwykłe miejsce na Plażowej

Piwna Chatka wyróżnia się spośród lokali gastronomicznych nad Jeziorem Tarnobrzeskim. Odbywają się tu różne wydarzenia i koncerty. Są one wynikiem pomysłów najemczyń lokalu i ich współpracy ze stowarzyszeniami i różnorodnymi grupami ludzi z inicjatywą, pasją i chęcią działania. Imprezy organizowane są bez sięgania po miejskie dotacje. Lokal ten może zniknąć, ponieważ w wyniku realizacji projektu rozszerzenia infrastruktury nad jeziorem, w tym miejscu Miasto zbuduje nowy punkt gastronomiczny i nie są jeszcze znane założenia jego zagospodarowania i ewentualnego wynajmu.

Rozmawiam z Moniką Rydzik i Katarzyną Cag, gospodyniami Piwnej Chatki (*).

Ile lat prowadzicie lokal nad Jeziorem?

Mija już pięć lat. Wtedy wpadłyśmy na zwariowany pomysł, żeby otworzyć lokal, który pozytywnie się wyróżni. Bez doświadczenia w gastronomii, bez doświadczenia w prowadzeniu biznesu.

Odważnie.

Chciałyśmy spróbować. Pierwsze kroki były trudne. Starałyśmy się jednak być konsekwentne i zrealizować cel.  Było sporo niepewności, ale też miałyśmy w sobie dużo pozytywnej energii.

Bardzo dużo się u Was działo przez te pięć lat. Myślę, że w miejscu na Plażowej 14 powstało coś więcej niż tylko budka z zapiekankami.

Klimat, który udało się stworzyć w Piwnej Chatce, jest nie do podrobienia. Bo tworzą go przede wszystkim nasi klienci, wspaniali ludzie, którzy nadają na podobnych falach i są również pozytywnie zakręceni. Za mało mamy czasu, żeby opowiedzieć o wszystkim tym, co zjednoczyło nas z tym miejscem, miastem i ludźmi. Dziękujemy za przychylność, zapał i pomoc w tworzeniu „społeczności” Chatki. 

Co takiego zrobiłyście, żeby wyjść poza standard?

Piwna Chatka to nie tylko budka z gastronomią i kilka parasoli, to również nasz mały ekosystem, jaki udało się stworzyć: jedyny nad jeziorem ogródek z ziołami  i kwiatami, piaskownica z zabawkami dla dzieci, miejsce gdzie można pograć w badmintona, książki, mnóstwo stojaków na rowery, gry planszowe, skrzynia leżaków czekająca na chętnych, huśtawki. Meble robiłyśmy same z mężami. A ściany samej Chatki czasem stają się galerią prac dzieci, czasem tablicą ogłoszeń. Dbamy o nasze otoczenie, nieraz same sprzątamy przyległy do nas kawałek plaży.

Są także fantastyczne imprezy…

Oj, dużo ich było. W naszym grafiku często pojawiały się koncerty zespołów lokalnych i nie tylko. Muzyka była różna: Mozart, reggae, hip-hop, blues, rock, heavy metal… Gościłyśmy także imprezy charytatywne, imprezy rodzinne, spotkania integracyjne, a nawet kilkudniowe urodziny! Zbierałyśmy fundusze dla potrzebujących, wspierałyśmy miasto w działaniach nad jeziorem, propagowałyśmy zdrowy i aktywny styl życia oraz bezpieczeństwo. Sporo było wydarzeń inspirowanych kartką z kalendarza, np. całkiem spora impreza w trakcie zaćmienia księżyca – „Wieczór z Astronomią”. Wtedy firma sprzedająca lunety udostępniła sprzęt i każdy mógł za darmo przeprowadzić, z pomocą specjalistów obserwacje gwiazdozbiorów.

Wszystko się udaje, bo Was same to kręci!

No pewnie. Nie lubimy nudy. Zdarzało nam się warzyć w kotle z czarownicami, latałyśmy na księżyc z astrofotografami, paliłyśmy stosy pod ziemniaki, odchudzałyśmy świat z jogą, tańczyłyśmy z mamami, wsuwałyśmy lody z dziećmi. Robiłyśmy różne dziwne, zarazem fantastyczne rzeczy.

Jesteście lokalem małej gastronomii, jednak można u Was zjeść także dania mniej oczywiste dla takiego miejsca.

Same lubimy dobrze zjeść. Niestety mamy małą kuchnię, ale i tak oprócz sztampowej oferty zapiekanek czy kiełbas mamy także świeże warzywa, słodkości, bywał bigos, dania wegetariańskie i wegańskie.

No i piwo. W końcu to Piwna Chatka.

W Polsce trwa teraz piwna rewolucja. Większość piwowarów i właścicieli browarów zaczynała od zera, mając jedynie pasję. Jest nie tylko zwykłe jasne piwo, ale cały świat przeróżnych styli, od klasycznego słodowego, przez piwa kwaśne, dzikie, na mocno aromatycznych i goryczkowych kończąc. Każdy znajdzie coś dla siebie.

I Wy macie takie piwa?

Otworzyłyśmy się na ten trend.  Zawitały u nas browary rzemieślnicze znane w całej Polsce, a także  browary z naszego regionu, np. browar z  Łańcuta, Sandomierza, czy  Lasowiacki.  Niedawno, po długim wyczekiwaniu, mogłyśmy przyjąć pod nasz dach piwa z tarnobrzeskiego browaru. Podbił on podniebienia nasze i naszych klientów.

To wszystko brzmi, jakby prowadzenie takiego lokalu było świetną zabawą.

Oj, ciężkiej pracy też jest sporo. To są miesiące, w których nie ma  miejsca na długi sen czy odpoczynek. W upalne letnie dni pracujemy od rana do późnej nocy. Kolejki zdają się nigdy nie kończyć, a słońce i pracujące urządzenia kuchenne powodują, że w środku jest około 40°C . To potrafi dać w kość.

Jak radzicie sobie z gorącem?

Mamy duży wiatrak, radiatory odbierające ciepło. Żeby było chłodniej, polewamy dach wodą. Bywały takie upały, że urządzenia nam nie wytrzymywały.  Ale my musimy dać radę. Zresztą, kiedy kończy się upał, walczymy a to z deszczem, a to z komarami…

Jak wygląda Wasz letni dzień?

Rano robimy zakupy, najpóźniej od ósmej. Przyjeżdżamy codziennie na dziewiątą, jeśli jest dużo zakupów troszkę później. Nie dysponujemy zapleczem, więc wszystko mamy świeże. Kiedy jest duży ruch, cała rodzina pomaga. Zostajemy tak długo, dopóki są ludzie, czasem do bardzo późnego wieczora. I tak codziennie, od maja do września.

Pracujecie ciężko, ale za to tylko kilka miesięcy w roku?

Nie, skąd! Poza sezonem mamy inne prace. To nie są takie zyski, żeby z nich przeżyć przez cały rok. 

Pewnie najlepszy biznes jest w weekendy.

Święta i słoneczne niedziele wcale nie są naszymi ulubionymi dniami. Mamy dużo klientów, ale przez to tworzą się kolejki. Wolimy działać na luzie.

A kiedy pada, nie otwieracie lokalu?

Też przyjeżdżamy. Mamy czas na sprzątanie, poukładanie rzeczy i… czas na nowe pomysły. W takie wyludnione dni jest spokój. Poznajemy wtedy niesamowitych ludzi. Kilka razy zawitali do nas cudzoziemcy podróżujący po Polsce. Jak któregoś dnia – para Francuzów na emeryturze. Zrobili sobie wyprawę wzdłuż Wisły. Do dziś korzystając z translatorów utrzymujemy kontakt, wysyłamy sobie życzenia świąteczne.

Jakie problemy mają osoby prowadzące punkty gastronomiczne nad Jeziorem?

Podstawowe to media.  Mamy problem z prądem, sieć nie wystarcza na nasze potrzeby. Mamy dużo urządzeń i wysiadają korki. Musimy się ograniczać. Przykładowo, kiedy jest duży ruch nad jeziorem, to nie włączamy czajnika. Najbardziej chronimy lodówki, bo są w nich lody. Niektóre punkty miały ostatnio zrobioną mocniejszą sieć, ale nas to ominęło. Za to mamy bieżącą wodę. Same założyłyśmy. Ale nie wszystkie lokale gastronomiczne ją mają. Ciężko jest inwestować, jeśli nie ma się pewności, czy będzie się w tym samym miejscu za rok i czy w ogóle się będzie.

A jak Miasto wsłuchuje się w potrzeby prowadzących te lokale? Czy ten nowy projekt rozwoju infrastruktury był z Wami konsultowany?

My jesteśmy tylko najemcami punktów gastronomicznych. Możemy przystąpić do przetargu na kolejny okres lub nie przystąpić. Nie współtworzymy żadnych warunków. Od kilku lat w sezonie codziennie widzimy co się dzieje nad jeziorem, czego brakuje, jakie są problemy. Stałyśmy się trochę takimi specjalistkami, ale nikt z obserwacji naszych i innych przedsiębiorców znad jeziora nie korzystał. Mieliśmy spotkanie z władzami miasta przed przetargiem na realizację tych nowych inwestycji, ale to była raczej prezentacja założeń niż wysłuchanie potrzeb.

Podoba się Wam ten projekt?

Fajnie, że coś się ma zmienić, choć wydaje nam się, że to wciąż za mało. Ale dobrze, że jezioro zyska na atrakcyjności.

Pytanie było nieco przewrotne, bo niebawem Piwna Chatka może zniknąć. Na facebooku Wasi wielbiciele zaczęli nawet zastanawiać się nad formą protestu.

Tak naprawdę same nie wiemy jak będzie. Na pewno Miasto zbuduje swój lokal w miejscu naszej Chatki. Pewnie będzie on wynajmowany, ale nie wiadomo, na jakich warunkach. To będzie coś więcej niż miejsce pod budkę, więc boimy się, że zmieni się nie tylko cena, ale dojdą inne kwestie. Nie wiemy jak będzie, ale nie chcemy rezygnować z działalności nad jeziorem. Mamy nadzieję, że znajdzie się tam miejsce dla pozytywnie zakręconych, jak my i nasi goście.

Czyli za wcześnie na ogłoszenie końca Chatki?

Mamy nadzieję, że w przyszłym roku się tam pojawimy. Kochamy nasze stałe miejsce, ale ostatecznie się przeniesiemy.

Chatka to nie tylko miejsce. To także klimat i skupiona wokół Was społeczność.

To miłe słowa. My także kochamy to miejsce. Dlatego nie żegnamy się, a korzystając z okazji dziękujemy wszystkim, z którymi mogłyśmy współpracować, przybić piątkę czy dobrze się bawić. Ściskamy Was mocno! Mówiąc to, jest nam cieplej na serduszku, nie będziemy wymieniać tutaj każdego z osobna, bo zabrakłoby miejsca. Pamiętajcie, jesteście kochani i wyjątkowi. Bez Was nie ma nas!

Wywiad przeprowadziła Iwona Dybus-Grosicka

* Panie przeplatały i uzupełniały swoje wypowiedzi, więc w zapisie wywiadu mówią jednym wspólnym głosem. To były bardzo fajne rozmowy. Dziewczyny zarażają dobrą energią!

Fot. Krzysztof Zbroszczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *