Tarnobrzeżanie dają mi siłę

23 września 2018 rok to data, która przeszła do historii polskiego i tarnobrzeskiego sportu. W hiszpańskim Alicante, w niedzielny wieczór reprezentantka Polski i KTS Enea Siarki Tarnobrzeg Li Qian zdobyła złoty medal Mistrzostw Europy w tenisie stołowym w grze pojedynczej, pokonując w finale 4:2 byłą zawodniczkę Siarki  Marharyte Pesotską z Ukrainy.

Najprawdopodobniej nie byłoby tego sukcesu, gdyby „Mała” w 2001 roku, w wieku czternastu lat nie przyjechała do naszego miasta i nie poznała Zbigniewa Nęcka. Spotkaliśmy się z trenerem reprezentacji Polski i drużyny z Tarnobrzega w tarnobrzeskiej KaFe Klimat, 5 dni po największym sukcesie polskiego tenisa stołowego. Ze swadą i błyskiem w oku opowiedział nam o swojej podopiecznej, drodze i pracy, która doprowadziła do tego zwycięstwa, o tak szczęśliwym dla nas turnieju, pasji do sportu, planach na przyszłość oraz o chęci stworzenia w Tarnobrzegu systemu szkolenia młodych talentów, na podstawie gotowego już programu własnego autorstwa o nazwie: Tarnobrzeskie Fundamenty Tenisa Stołowego…

Ze ZBIGNIEWEM NĘCKIEM rozmawiali Izabella Stachowicz-Pyka i Patryk Bąska.

Piątek godzina 16:00. Trener Nęcek punktualny, przywitał się z nami z uśmiechem na twarzy, szczęśliwy. Pani z obsługi, bardzo miła, nawet nie pytała o rodzaj kawy, gdyż pan Zbigniew jest tutaj stałym bywalcem. Zagadnęła tylko o sernik, ale tym razem nasz rozmówca z wyraźnym żalem odmówił, zasłaniając się dbaniem o linię. Dodajmy, że sylwetkę ma nienaganną.

IZA STACHOWICZ-PYKA, PATRYK BĄSKA: Emocje już opadły?
ZBIGNIEW NĘCEK: Jeszcze nie…(w tym momencie trener Nęcek wyjmuje swój telefon i pokazuje nam nagrany moment dekoracji i to jak „Mała” śpiewa „Mazurka Dąbrowskiego”). To jest rozczulające, piękne.

Jaka jest Li Qian?
Kapitalna. Moralna… Daj Boże, żeby więcej osób miało taką moralność jak ona. Nie przeklina, jest grzeczna, kulturalna, nie jest złośliwa. Na konferencji prasowej na Torwarze w Warszawie, we wtorek ”rozpłakała” nas wszystkich tym jak powiedziała, że przyjechała pierwszy raz do Tarnobrzega tylko na 2 miesiące i o tym, że jak wyjeżdżała to płakała, bo myślała, że już nie wróci, a było jej tak dobrze, tak fajnie. Jak wróciła to była szczęśliwa. Bardzo dziękowała Kindze Stefańskiej, która jest dla niej jak siostra, z którą mieszkała w internacie LO przez lata. Jak o tym wszystkim powiedziała, to ja w pewnym momencie patrzę na prezesa Polskiego Związku Tenisa Stołowego, a on wyjmuje chusteczkę… Niesamowite to było z jej strony. To jest śliczna dziewczyna, dobra, fajna, świetna. Jasne, że przez te 17 lat nie zawsze wszystko było idealnie, ale ogólnie rzecz biorąc, to jestem dumny z niej i to nie chodzi tylko o ten jeden wynik, ale o to jaką ona jest osobą.

Można powiedzieć, że to pan ją ukształtował.
W jakimś sensie…

…trafiła do pana jak miała 14 lat.
Miała dokładnie 14,5. Przeżyliśmy wiele różnych momentów, nieraz bardzo trudnych sytuacji osobistych, zdrowotnych, urodziny dziecka. To było wychowywanie w jakimś sensie, czyli tak jak rodzina.

Pamiętam początki pana pracy w Tarnobrzegu, mecze na małej hali na dwóch stołach. Pamiętam szczególnie jeden, jak przyjechała z Zofiówką Jastrzębie, późniejsza zawodniczka Siarki Elena Koftun. Jej pojedynek z ówczesną naszą liderką, późniejszą trenerką, legendą klubu, Tamarą Czigwincewą był o tyle dla mnie „dziwny”, że po raz pierwszy w życiu widziałem tzw. „liczenie”. Obie defensorki wymieniały nieskończoną liczbę zagrań, aż któraś zdobyła punkt i gdyby sędzia nie podjął tej decyzji, mecz skończyłby się w późnych godzinach nocnych. Podczas meczu finałowego w Alicante, przy prowadzeniu rywalki 1:0 w setach, w drugiej partii sędzia również podjął decyzję o „grze na czas”. Drugiego seta jeszcze Li Qian przegrała na przewagi, ale cztery następne rozstrzygnęła na swoją korzyść. Czy uważa pan, że ta decyzja była kluczowa w kontekście ostatecznego zwycięstwa? Czy to pomogło „Małej”?
„Mała” jest wszechstronnie wyszkolona, to jej pomogło. Ona jest przygotowana do różnych sytuacji, do różnych stylów gry i to jest to wykształcenie…

… jest kompletna?
Jest kompletna. Han Ying, która grała z Pesotską o awans do „czwórki”, akurat tego tematu nie przerobiła dogłębnie. Natomiast zgadza się, że Tamara Czigwincewa na pewnym etapie zrobiła wielką robotę, bo ja do dzisiaj pamiętam jak „Małą” na początku zmuszaliśmy do tego sposobu gry. My ją uczyliśmy. Ona tego nie znała. To było tak, że Tamara z nią grała „na czas” i „Mała” opanowywała systemy. Podczas odprawy przed grą finałową przygotowałem ją do tego wariantu. Byłem prawie pewny, że dojdzie do „gry na czas”. „Mała” w tym systemie bardzo dobrze funkcjonuje, ponieważ jest mała, jest szybka, mieści się z atakiem, taka iskierka. Jest wyszkolona również w podsystemach. Wierzyłem, że jak dojdzie do „czasu” to wygramy. To była jej impreza życia.

Panie trenerze, chciałbym teraz wspomnieć o niekonwencjonalnych metodach motywacji. Zaczęło się od ćwierćfinału. Czy „Mała” otworzyła już jedną z ośmiu butelek wina La Rioja, które obiecał jej pan za wygranie każdego seta ćwierćfinału i finału?
Jedną tak… (śmiech). Już w Alicante po meczu finałowym.

Natomiast podczas półfinału z Kasią Grzybowską-Franc, inną pana podopieczną w reprezentacji, mógł pan spokojnie napić się kawy.
Tak. Jest taki moment dla trenera, kiedy doprowadza dwie zawodniczki do strefy medalowej i wtedy może napić się kawy. Podkreślam wielką rolę Kingi Stefańskiej, jako mojej asystentki w reprezentacji, która jest już u mnie 24 lata. Były sytuacje, że Li Qian grała i Grzybowska grała. Kinga podpowiadała Kasi, ja Kasi wtedy kiedy mogłem, kiedy „Mała” nie grała. „Mała” jest przeze mnie priorytetowo prowadzona i Kinga wykonała wielką robotę. Natomiast ten temat wina, wracając, to my sobie czasem tylko żartujemy. Ćwierćfinał z Rumunką Bernadette Szocs był ekstremalnie trudnym pojedynkiem. To był najtrudniejszy moment w drodze do medalu. Berni to zawodniczka, która rozbija defensorki. Oczywiście ja na nią miałem taktykę, którą „Mała” zaakceptowała. Był jednak stres i trzeba było doprowadzić do sytuacji, żeby zdjąć ten bagaż psychiczny, a wprowadzić element takiego „diabełka”. Znam „Małą” od 17 lat. Wiem, że zawsze podchodzi z pełnym zaangażowaniem i czasami bardziej jej pomoże nie teoretyzowanie a wprowadzenie luzu, fantazji, żeby funkcjonowała z zimną głową, nie obciążoną nerwami. Przez wiele lat wypracowaliśmy to, że „Mała” wie, że ja na 100% jestem za nią. Ja z kolei jej tłumaczyłem, że czasem będę ostry, w zależności od sytuacji. Czasami też będę szukał innych rozwiązań dla jej dobra. Na takie porozumienie pracuje się lata.

Czy w miarę możliwości śledził pan poczynania pozostałych zawodniczek naszego klubu Han Ying i Elisabety Samary?
Oczywiście. Obie przegrały z Pesocką. Na koniec zażartowałem, że szkoda, że nie przyszłyście do mnie i do Kingi po taktykę, dlatego tak to się skończyło (śmiech). Atmosfera w naszej drużynie jest wspaniała. Ja kieruję się taką dewizą, że albo ktoś jest u nas długo lub dłużej, albo bardzo króciutko. Zapraszam do Tarnobrzega osoby myślące kategoriami drużynowymi, a nie indywidualnymi. Drużyna pomaga, z drużyną jest łatwiej. Staramy się siebie zrozumieć nawzajem i Samara to jest strzał w dziesiątkę. „Hania” strzał w dziesiątkę, jest z nami już 7 lat. Wiktoria Pawłowicz, niesamowita osobowość.

Jedno z pana marzeń jest już zrealizowane. Może nie tylko nieszczęścia chodzą parami, a także szczęścia?
Bardzo bym chciał, ale porównując nasz budżet i finanse zespołów z Berlina czy Zagrzebia to jest przepaść. Nie ukrywam, jest mi bardzo ciężko. Od lat podkreślam, że my od 60 – 70% środków pozyskujemy z zewnątrz. Sponsorem strategicznym jest Enea. Marma to jest nowy temat. Z Panią Martą Półtorak poznaliśmy się…

…pani Marta sponsorowała rzeszowski żużel.
Tak jest. Wprost nam powiedziała, że będzie się przyglądała tej dyscyplinie, bo jej nie zna. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z jej oczekiwaniami reklamowymi, marketingowymi, wtedy rozważy kontynuację, a być może zwiększenie. Dopiero się poznajemy. Ja się bardzo cieszę, bo dla nas to zaszczyt, że tak wybitny mecenas sportu jest w tym sezonie z nami. Będziemy robili wszystko, żeby 13 października przyjechała do Tarnobrzega na mecz I Rundy Ligi Mistrzyń z austriackim LZ FROSCHBERG LINZ. Są też inni mniejsi sponsorzy. Bardzo jestem zadowolony ze współpracy z tarnobrzeskim „Hetmanem”. Budżet jest niestety barierą. Można byłoby to lepiej poukładać jeżeli chodzi o wkład miasta, bo dużo więcej moglibyśmy zrobić w działaniach dziecięcych i młodzieżowych.

No właśnie, co ze szkoleniem następców mistrzyni i sportem masowym?
Sukcesem było pozyskanie dotacji, grantu z Fundacji PZU, bo dzięki temu uruchomiliśmy Tarnobrzeskie Centrum Tenisa Stołowego w holu hali MOSiR. Dzieci, młodzież, dorośli, warsztaty terapii zajęciowej i domy dziecka.

Czyli klub prowadzi treningi dla młodych?
Oczywiście, od zawsze prowadził. 420 dzieciaków i młodzieży przewinęło się przez program Fundacji PZU. W tym momencie jest etap chwilowego przestoju, dlatego, że 31 sierpnia zakończyliśmy projekt roczny, rozliczamy go i dopiero po rozliczeniu możemy złożyć wniosek o następny. Wrzesień, październik to są takie miesiące przestoju, jednak ja jestem optymistą, bo robiliśmy co mogliśmy, żeby nasz mecenas, czyli Fundacja PZU była zadowolona z naszej pracy wśród dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że będzie przedłużenie tego projektu.

Czy są środki na szkolenie wprost z Tarnobrzega?
Środki są z zewnątrz, one nie są z Tarnobrzega. Z Tarnobrzega wprost jest możliwość skorzystania z obiektu, za co jestem wdzięczny. Natomiast zatrudnienie instruktorów, sprzęt sportowy, stoły są sfinansowane ze środków zewnętrznych. Moglibyśmy to robić z większym rozmachem, ale hamuje nas budżet. Zbliża się rok 2019. Będę oczywiście wnioskował o to, aby ta dyscyplina, została potraktowana jeszcze przychylniejszym okiem. Natomiast nie zmienia to faktu, liczby nie kłamią, środki miejskie to 30-40% naszego budżetu. Resztę środków pozyskujemy sami. W innych klubach tarnobrzeskich jest absolutnie odwrotnie. My z wszystkich dyscyplin, które są w Tarnobrzegu, jesteśmy jedyni nie finansowani przez MOSiR jeśli chodzi o szkolenie młodzieży. Można byłoby zrobić znacznie więcej na tym polu, gdyby miasto przychylniejszym i sprawiedliwszym okiem spojrzało na naszą dyscyplinę. Należy o tym mówić zwłaszcza w tak miłych chwilach. Oczywiście jestem świadomy, że jest wiele potrzeb w mieście, że jest określona sytuacja budżetowa i my nigdy nie mieliśmy myślenia roszczeniowego, nigdy.

Najważniejsza jest praca systemowa, jeśli chce się wychować następców. Jak jest porządny system szkolenia, to jak najwięcej dzieciaków ma później szansę grać na jak najwyższym poziomie seniorskim. I to nie chodzi tylko o tenis stołowy, ale o każdą dyscyplinę sportową. Na to powinno być skierowane zainteresowanie miasta.
Strategia, popularyzacja. Powiem coś nieskromnego. Ja naprawdę wiem jak to zrobić, tylko mam związane ręce. Jest to coś, co mi się do tej pory nie udało zrobić. Chciałbym wejść do szkół z systemem Tarnobrzeskie Fundamenty Tenisa Stołowego. Do tego potrzebne jest spotkanie, konsylium: Wydział Edukacji, nauczyciele wychowania fizycznego i władze miejskie. Należy zrobić burze mózgów i ustalić plan działania. To jest tanie. Kwestia organizacji, żeby tenis stołowy zagościł jako jedna z dyscyplin w szkołach. Dobrą robotę robi piłka nożna, jeżeli chodzi o dzieciaki, młodzież, akademie i to jest super sprawa. Tenis stołowy w naszym mieście ma bardzo dużo osób pozytywnie zakręconych (amatorska liga, IKS Radka Zięby). Na tym fundamencie można to zrobić. Chodzi o stworzenie systemu na szczeblu decyzyjnym.

Ogląda pan Mistrzostwa Świata w siatkówce?
Pewnie. Ja jestem fanem siatkówki. Teraz mówimy o mężczyznach, ale świetną robotę zrobił Nawrocki z kobietami. Jestem człowiekiem sportu i jak widzę dobrą pracę to jestem za tym pierwszy. W Siarce piłkarskiej bardzo dobrą pracę wykonuje Włodek Gąsior.

W niedzielę po zwycięstwie „Małej” to wiadomość o Li Qian była na pierwszym miejscu w serwisach sportowych, a dopiero potem zwycięstwo siatkarzy 3:0 z Serbią.
Bo to dopiero była grupa… (śmiech). Cieszę się.

Mnóstwo razy padło słowo „Tarnobrzeg”. W Trójce redaktor Olszański w programie „Trzecia Strona Medalu” na bieżąco przekazywał co się dzieje w finale w Alicante.
Na konferencji prasowej spotkałem się z moim przyjacielem Henrykiem Urbasiem, ikoną polskiego dziennikarstwa, rzecznikiem PKOl. Urbaś chce przygotować artykuł o Li Qian do Magazynu Olimpijskiego. To jest dla mnie wielki zaszczyt. Powiem państwu, że ja nie należę do ludzi, którzy biadolą, ale jestem tylko człowiekiem i jestem czasem tym zmęczony, tą ustawiczną walką o byt. Natomiast co dodaje mi sił? Tarnobrzeżanie. Dostaje na każdym kroku mnóstwo pozytywnych słów, smsów, miłych gestów, odbywam wiele rozmów. Chciałbym coś po sobie w Tarnobrzegu zostawić. Mam kapitalnego następcę. Przecież Kinga Stefańska będzie lepszym trenerem ode mnie. Chciałbym zbudować system dla dzieci, dla tarnobrzeskiej młodzieży. Ja nie mówię, że to ma być tylko tenis stołowy, są inne dyscypliny. Ja nikomu źle nie życzę, ja z nikim nie chcę konkurować. Każdy niech działa na swój rachunek. Chce się dogadać. Taki mam charakter. Sport dzieci i rekreacja są dla mnie ważniejsze niż drużynowe mistrzostwa Polski.

Panie trenerze, chcemy panu podziękować przede wszystkim za pana kulturę osobistą i profesjonalizm, oraz za to jaki daje pan przykład innym, jak powinien działać i funkcjonować menager sportowy w obecnych czasach. Podziękować za to wszystko co zrobił pan przez te 31 lat dla Tarnobrzega.
Dziękuję bardzo.

Życzymy panu i Li Qian medalu olimpijskiego w Tokio.
Co do medalu to mówię „Małej”, że jest to możliwe. Już po Alicante jej to mówiłem. Każdy powinien mieć swój cel i motywację.

Fotogaleria KTS Enea Siarka Tarnobrzeg

Necek LI Qian  MG 2182 1024x739 - Tarnobrzeżanie dają mi siłę

Li qian MG 2221 1024x739 - Tarnobrzeżanie dają mi siłę

Necek MG 1902 1024x739 - Tarnobrzeżanie dają mi siłę

Mała 14 - Tarnobrzeżanie dają mi siłę

Mała Kasia - Tarnobrzeżanie dają mi siłę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *