Zatrzymali dla nas tysiące chwil

Jemu zawdzięczamy najpiękniejsze zdjęcia Tarnobrzega, a jej wyjątkowe portrety mieszkańców miasta…

Zostają po tych, którzy już odeszli. Są pociechą po tych, którzy wyjechali. Zatrzymują czas, wspomnienia, pozwalają powrócić do najważniejszych i najpiękniejszych chwil w życiu. Fotografie. Tarnobrzeg ma szczęście do ludzi, którzy przez kilka ostatnich dekad w sposób wyjątkowy i niepowtarzalny fotografują to co się w mieście dzieje i portretują jego mieszkańców.  

Zofia i Aleksander Baranowscy przez prawie 50 lat prowadzili w Tarnobrzegu Zakład Fotograficzny, w którym niczym czarodzieje przenosili na papier chwile, których nie da się przeżyć drugi raz. Historia ich zakładu zatoczyła właśnie koło. Pani Zofia przechodzi bowiem na zasłużoną emeryturę. Nim się to stanie, zgodziła się porozmawiać z nami o swojej pracy, pasji i mężu, z którym przez lata tworzyli niezwykły duet.

Pół wieku z aparatem

– Moja przygoda, moje życie z fotografią nierozerwalnie wiąże się z moim mężem Aleksandrem. To jemu zawdzięczam tę pasję i to z nim przez blisko 50 lat prowadziłam w Tarnobrzegu Zakład Fotograficzny Baranowscy – wspomina Zofia Baranowska. – Założyliśmy go w 1968 roku i z tego co wiem, jest to najdłużej działający zakład rzemieślniczy w Tarnobrzegu. Dziś mam już 73 lata i myślę, że przyszedł ten czas, kiedy trzeba w końcu odpocząć. Szczególnie, że rok temu mój mąż zmarł. Miał 86 lat. Bez niego ten zakład nie jest już tym, którym był, gdy pracowaliśmy razem. Coś się skończyło.

3 zatrzymali dla nas tysiące chwil 1 1024x684 - Zatrzymali dla nas tysiące chwil
Zakład Fotograficzny Baranowscy po 50 latach funkcjonowania zostaje przez Zofię Baranowską zamknięty i będzie zarządzany przez nowego najemcę. Fot. Bogdan Myśliwiec

Pierwsza praca Zofii Baranowskiej z fotografią polegała na kolorowaniu portretów. Była to technika technicoloru. Fotografia wywoływana była jako czarno-biała, a dzięki czasochłonnej i precyzyjnej pracy kolorowało się ją wacikiem nasączonym różnymi kolorami farb.

– Takie zdjęcia można jeszcze znaleźć do dziś w wielu domach – przyznaje Zofia Baranowska. – Są bardzo charakterystyczne, a osoby sfotografowane wyglądają na nich zazwyczaj bardzo pięknie. Kiedyś dużo czasu poświęcało się retuszowaniu zdjęć, dlatego, gdy patrzymy na stare fotografie, trudno czasem oderwać od nich wzrok. Druga rzecz, że fotografią zajmowali się kiedyś wyłącznie profesjonaliści, którzy wiedzieli jak używać światła, umieli wydobyć z fotografowanych całą plastykę. Papier, który się wówczas wykorzystywało był bardzo dobrej jakości. Fotografia cyfrowa jest nowoczesna, daje wiele możliwości, nie oddaje jednak tego klimatu, którą miały zdjęcia analogowe, nie wiemy także ile przetrwają robione obecnie fotografie. Gdy na rynek wchodziła fotografia kolorowa, firmy takie jak Fuji, czy Kodak zapewniały, że przetrwają one 50 lat. Nie minęło nawet pół wieku, a te fotografie bledną, znikają z papieru i daleko im do zdjęć, które wykonywano starymi technikami.

Sfotografowali dziesiątki tysięcy osób

Państwo Baranowscy przez pięć dekad zajmowali się fotografią studyjną. Byli mistrzami sesji ślubnych, rodzinnych, komunijnych. Dzięki swojemu talentowi i zaangażowaniu, powstały tysiące pamiątkowych fotografii, które trafiły do tysięcy albumów.

– Nie da się ukryć, że sfotografowaliśmy dziesiątki tysięcy osób. Co ciekawe, pamiętam pierwsze wykonane w naszym zakładzie zdjęcia. Przyszły do nas dziewczyny z klasy maturalnej, które chciały zrobić prezent swojej wychowawczyni w postaci albumu. Do dziś, gdy spotykam te panie, albo gdy przychodziły po latach do zakładu zrobić sobie nowe zdjęcia do dokumentów, to rozpoznaję je. Nigdy się tym nie chwaliliśmy, ale od lat robimy także bezpłatnie zdjęcia niepełnosprawnym podopiecznym, którymi zajmują się siostry z Domu Pomocy Społecznej w Mokrzyszowie. Spotkanie z tymi chłopcami i dorosłymi już mężczyznami zawsze pozostawia we mnie głęboki ślad i ogromny szacunek dla pracy sióstr. Są takie zdjęcia, takie spotkania, których się nie zapomina, które się przeżywa i te właśnie do takich należą. Zdarzało się też, że przychodziły do nas osoby, które chciały sobie zrobić ostatnie w życiu zdjęcie, albo wybierały zdjęcie na swój własny grób. Bywało smutno, ale i śmiesznie, gdy 70-latek chciał, aby na nagrobku umieścić mu zdjęcie gdy miał lat 20. Lata mijają, czasy się zmieniają, ale wszyscy chcą zostać zapamiętani jako piękni i młodzi. A pięknym i młodym można być nawet jak się ma już swoje lata i zmarszczki. Warto o tym pamiętać i nie odmładzać się na siłę, bo do śmieszności jest już czasem tylko krok.

Coś magicznego w chwili, którą uwiecznia się na lata

To, co zawsze pasjonowało państwa Baranowskich to zatrzymywanie ulotnych chwil. Dawno temu, gdy Tarnobrzeg rozwijał się dzięki przemysłowi siarkowemu, co niedzielę chodzili na spacery i fotografowali zmieniającą się okolicę. W studiu, gdy przed ich aparatem stawali nowożeńcy, czy rodziny zawsze szukali w ich oczach tego błysku, do którego będą mogli wracać po latach.

– Szuka się takiego momentu, za którym stoją emocje. Jest coś magicznego w takiej chwili, którą uwiecznia się na lata. Dlatego lubię fotografię studyjną, nie przepadam za to szczerze mówiąc, za fotografią do dokumentów. Szczególnie w dzisiejszych czasach robi się do dokumentów w zasadzie nie zdjęcie, a rejestrację wymiaru twarzy. Tak bym to nazwała. Jest to czysto techniczna sprawa – przyznaje Zofia Baranowska. – Dbajmy jednak o wszystkie fotografie, bo gdy nas już nie będzie, to właśnie one po nas pozostaną.

Nie było to miasto moich marzeń

Bogdan Myśliwiec, mistrz obiektywu, który od kilku dekad dokumentuje obyczajowe, społeczne, kulturalne, sportowe i religijne życie tarnobrzeżan przyjechał do Tarnobrzega w latach 70. Ściągnął go tu przemysł siarkowy.

– Pochodzę ze środkowej Polski i jeśli ktoś, gdzieś stamtąd wyjeżdżał to był to raczej kierunek warszawski albo jeszcze bardziej wysunięty na północ. Na południe do pracy się nie jeździło. Nie było to miasto moich marzeń, była tu jedna praca i zarobki kilkakrotnie wyższe niż w Plonkach, w których odbywałem staż. I to robiło na mnie wrażenie. Z tamtych czasów pamiętam, że w Tarnobrzegu bardzo dużo osób mieszkało wówczas w hotelach. Na samym Przywiślu było ich kilka, bo jeśli nie było chętnych na mieszkania w nowo wybudowanych blokach, to właśnie wykorzystywano je jako hotele – wspomina Bogdan Myśliwiec. – Fajne były w nich klimaty, mieszkało w nich wiele młodych osób z różnych rejonów Polski. Wszyscy mieli pracę i niezłe pensje. Bardzo dobrze wspominam tamten okres. Przygoda z fotografią zaczęła się właśnie od tego, że za jedną z pensji kupiłem aparat Smiena. Zacząłem chodzić na zajęcia do spółdzielni mieszkaniowej do Staszka Szlęzaka, potem na warsztaty do ówczesnego WDK-u. Z czasem pasja zamieniła się w zawód.

Bogdan Myśliwiec ma na swoim koncie szereg krajowych i zagranicznych nagród. Jego talent regularnie doceniają jury wielu konkursów fotograficznych. Dość wymienić, że nagradzano go w Hiszpanii, na Węgrzech i Szkocji. Nagród zdobytych w Polsce nie da się chyba zliczyć.

100 tysięcy zdjęć rocznie

– Odkąd zacząłem współpracować z mediami, a był to rok 1996 zajmowałem się fotografią tzw. street foto. Praca fotoreportera wymusiła robienie fotografii reportażowej, czyli takiej, na której najważniejszy jest człowiek i jego historia – przyznaje Bogdan Myśliwiec. – Nie jestem w stanie powiedzieć ile zdjęć w życiu zrobiłem. Każdy aparat ma jednak licznik. Z mojego wynika, że robię około 100 tysięcy zdjęć rocznie. I nie da się ukryć, że rzadko ruszam się gdzieś bez aparatu. Wynika też z tego wiele zabawnych sytuacji. Z racji tego, że bywam na największych miejskich imprezach, czy wydarzeniach i je dokumentuję, zna mnie bardzo wiele osób. Niestety, ja wszystkich tych, którzy mnie znają nie znam. Często ktoś mi się kłania na ulicy, ale ja go nie kojarzę. Przepraszam za to, przy tej okazji, ale nie jestem w stanie każdego zauważyć i zapamiętać.

Zawsze tęsknię

Irak. Tunezja. Indie. Maroko. Ostatnio Wenecja. Bogdan Myśliwiec to nie tylko fotoreporter, ale i globtroter, który przemierza świat w poszukiwaniu ciekawych kultur, rodzimych mieszkańców i ich zwyczajów.

3 zatrzymali dla nas tysiące chwil 2 1024x725 - Zatrzymali dla nas tysiące chwil
Pochodzi z Sycyny pod Radomiem, miejsca, w którym urodził się Jan Kochanowski. Fot.
Z prywatnego archiwum Bogdana Myśliwca

– Podróże dają dystans, pozwalają spojrzeć na życie z innej perspektywy. Bardzo lubię podróżować, ale zawsze tęsknię za Tarnobrzegiem, a może nawet nie tyle za samym miastem, co za ludźmi, którzy tu mieszkają. Ludzie to największa wartość. Tarnobrzeg jest miastem prowincjonalnym, ale jest też bardzo fajnym miejscem do mieszkania – nie kryje fotograf.

Bogdanowi Myśliwcowi Tarnobrzeg zawdzięcza najpiękniejsze zdjęcia, które znalazły się już w kilku albumach jego autorstwa i na wielu wystawach.

– Nieraz słyszałem, że Tarnobrzeg w moich albumach wygląda piękniej niż jest w rzeczywistości. Nie mamy niestety zbyt dużej zabudowy zabytkowej. Poszukując ładnych ujęć, trzeba więc polować na odpowiednią porę dnia, czasem roku, trzeba też trochę znać się na fotografii. Trzeba umieć wydobyć z tego miasta to coś, zauważyć klimat i patrzeć na nie z sympatią – dodaje Bogdan Myśliwiec.

Fotograf ma na swoim koncie dziewięć albumów. Ostatni, który właśnie opuścił drukarnię nosi tytuł „Jezioro Tarnobrzeskie na cztery pory roku”. Kolejny, jubileuszowy jest już w fazie przygotowania. – Album zostanie wydany z okazji 425 lat Tarnobrzega. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze zaskoczyć tarnobrzeżan zdjęciami, których nie widzieli, a które im się spodobają – kończy fotograf.

Małgorzata Rokoszewska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *